Pomiń linki nawigacyjne i przejdź do treści strony
KRS:
0000338389
Czcionka:
Kontrast:
Logowanie do subkonta
KRS:
0000338389
Czcionka:
Kontrast:

O kotach z okazji Dnia Kota

17 lutego obchodzimy Dzień Kota, fascynującego i tajemniczego stworzenia. Niestety koty często dalej są niedoceniane przez człowieka. Przedstawiamy wywiad z Aleksandrą Stasiorowską, techniczką weterynarii, dyplomowaną kocią behawiorystką, kierowniczką Grupy Kociniec Koci Sierociniec, która opowiada w nim o trudach w prowadzeniu azylu, problemach związanych z bezdomnością oraz zdradzi sekrety kociej natury.

Na co dzień pomaga Pani potrzebującym kotom. Jakie zwierzaki trafiają do Kocińca?

Kociniec to miejsce dość wyjątkowe, bo trafiają tu koty wymagające szczególnej troski: kilkudniowe kocięta, ofiary wypadków samochodowych bądź losowych, jak np. choroba lub śmierć opiekuna. Często przybywają koty poniekąd z góry skazane na eutanazję: z wadami genetycznymi, powypadkowe lub w stanie krytycznym. Każdy z nich otrzymuje pełne wsparcie weterynaryjne, behawioralne, a czasem nawet zoofizjoterapeutyczne – wszystko to po to, by umożliwić im potem adopcję do prawdziwego, stałego domu. Koci Sierociniec to dopiero krok, może najważniejszy, w kierunku całkowitego „uratowania” kota z bezdomności.

Z jakimi problemami mierzą się osoby, które prowadzą azyle dla kotów?

Chyba nie będę odkrywcza, gdy powiem, że wszystkie azyle – mimo rozbieżności w działaniach na rzecz zwierząt bezdomnych – spotykają się z tymi samymi problemami: brakiem środków finansowych na leczenie, kastracje, chipowanie kotów środowiskowych, a także nadpopulacją zwierząt towarzyszących, których przybywa z każdym rokiem oraz przeświadczeniem, że skoro się tym zajmujemy to „musimy” pomóc. Bez względu na nasze często skromne możliwości, finanse i życie rodzinne. Frustrująca jest też niska świadomość społeczna w zakresie kociego behawioru i dobrostanu, powielanie stereotypów i krzywdzących przekonań dotyczących kotów, a tym samym braku reakcji na dziejącą im się krzywdę.

Jakie potrzeby mają koty, które przebywają w azylach? Jak wygląda opieka nad nimi – czy różni się czymś od opieki nad np. psami?

Potrzeby kotów w azylach są zasadniczo takie same – dostęp do opieki weterynaryjnej, umożliwienie leczenia i znalezienia domu lub otrzymania dożywotniej miejscówki w danej placówce. Wiążą się z tym konkretne działania, m.in. zapewnienie zdrowej, odżywczej karmy, odpowiednich suplementów, leków, kontroli lekarskich. Wiadomo, że w takich miejscach w ogromnych ilościach zużywany jest żwir, środki higieniczne, podkłady i oczywiście pożywienie. Dodatkowo, częściej niż w normalnych domach, zniszczeniu ulegają sprzęty, czyli drapaki, kuwety, wędki czy inne zabawki. Absolutnie nie do przecenienia jest kontakt z człowiekiem, wszak koty to zwierzęta towarzyszące, źle znoszą izolację i zamknięcie w klatce… W tym podobne są do psów – człowiek jest im niezbędny do prawidłowego funkcjonowania i zaspokojenia potrzeb behawioralnych, a także potrzeby bliskości i czułości. Chyba taką najbardziej zauważalną różnicą między azylem dla psów i kotów jest fakt, że psy potrzebują większej przestrzeni i wyprowadzania na spacer, a koty są bardziej „stacjonarne” czy też terytorialne. Jednak oba gatunki potrzebują kontaktu z człowiekiem i wielopoziomowego zaopiekowania – od odpowiedniego żywienia, leczenia przez znajomość behawioru danego zwierzaka z uwzględnieniem rasy i osobniczej historii.

Co sądzi Pani o opinii, że koty wolnożyjące dobrze sobie radzą pozostawione same sobie?

Absolutna, wierutna bzdura! Koty środowiskowe nie poradzą sobie na tzw. „wolności”. Tu nawet nie natura „zrobi swoje”, ale właśnie jej całkowite przeciwieństwo – cywilizacja zniszczy koci byt. Ilość wypadków komunikacyjnych z udziałem zwierząt jest porażająca. Niekontrolowane rozmnażanie to przyzwolenie na potęgowanie cierpienia, chorób i bezdomności. Otacza nas coraz gęstsza betonowa dżungla, poprzecinana lianami ulic pełnych samochodów. Nie ma już w miastach bezpiecznych miejsc dla kotów. Ba! Nawet w środowisku podmiejskim coraz częściej zanikają tereny, na których kot mógłby się bezpiecznie poruszać. Między bajki można włożyć przekonanie, że kot sobie coś upoluje i schowa się choćby w dziupli, by schronić się przed zimnem. Dodajmy do tego ludzkie okrucieństwo – znęcanie się nad bezbronnym zwierzęciem – i mamy już choćby dwa główne powody, dla których nieprawdą jest twierdzenie o kociej samowystarczalności.

Jak możemy zapobiegać bezdomności kotów?

Jak mantrę mogę powtarzać: kastrując, kastrując i adoptując. Sterylizacja i kastracja zapobiegną niekontrolowanemu rozrodowi, zmniejszą ilość cierpienia kotów. Z kolei adopcja to możliwość zapewnienia „przepływu” zwierząt i umieszczania tych bezdomnych w azylach, domach tymczasowych i fundacjach. Najczęściej, gdy jedno uratowane kocie życie znajdzie stały dom, to na jego miejsce trafia kolejne. I tylko dzięki zwalnianiu miejsca w azylach można skutecznie zmniejszać skalę problemu. To są działania niezmiernie ważne, ale wymierzone głównie w skutki, a nie przyczyny. Kociniec przykłada dużą wagę do edukacji i rozwoju inteligencji emocjonalnej w każdej grupie wiekowej – od przedszkola po seniorów. Jedynie zmiana myślenia może zaowocować zmianą w traktowaniu wszystkich zwierząt i podejmowaniu z większą śmiałością działań prawnych czy ustawodawczych.

Niestety w naszej kulturze koty cały czas mają złą opinię – często słyszy się, że są złośliwe, niewdzięczne. Okazuje się, że ta „złośliwość” może wynikać np. z problemów zdrowotnych lub behawioralnych. Co można zrobić, aby społeczeństwo nie demonizowało tych zwierząt?

Powtórzę się – edukować, obalać mity i krzywdzące stereotypy. Obecnie dostęp do wiedzy jest na wyciągnięcie ręki i to dosłownie. Wystarczy zajrzeć do smartfona, by znaleźć wiele wartościowych artykułów, filmików, grafik i wywiadów dotyczących potrzeb behawioralnych danego gatunku. W naszej kulturze wciąż żywe są zabobony związane z kotami, szczególnie czarnymi. To relikt średniowiecznych przekonań, a chyba już nikt z nas nie chce być kojarzony z tymi mrocznymi czasami, prawda? Wiara w gusła sprawiła, że koty zapłaciły za to życiem i najwyższy czas skończyć z tym okrucieństwem. I tak, prawdą jest, że najczęściej owa „kocia złośliwość” wynika z podłoża chorobowego, np. zapalenia pęcherza, bólu, lub całkowitego niezrozumienia kociego języka i natury.

Ludzie porzucają koty, które nie spełniają ich oczekiwań „idealnego towarzysza”. Często nawet nie próbują dotrzeć do źródła problemów swojego zwierzaka. Jak pracować z kotem, który ma problemy behawioralne? Jak objawiają się takie problemy i w jaki sposób można pomóc zwierzakowi?

Na szczęście coraz popularniejsze jest korzystanie z rad wykwalifikowanego specjalisty: behawiorysty.  Jeśli opiekun nie radzi sobie z kocim zachowaniem to często sam szuka pomocy, zasięgając języka i opinii o danym problemie i specjaliście. Czasami dobry lekarz weterynarii wskaże podłoże behawioralne i pokieruje opiekuna w odpowiednią stronę, by rozwiązać problem. Oczywiście nadal jest gros osób, dla których najdrobniejsza niedogodność czy trudność będzie pretekstem, by kota porzucić lub oddać do schroniska bądź azylu. Nie do przecenienia jest współpraca między lekarzem weterynarii, behawiorystą a opiekunem. Żadne z tych ogniw samo nic nie wskóra, ponieważ koty często somatyzują problemy natury psychicznej.  Najczęściej zgłaszanym do mnie problemem jest posikiwanie i agresja. Ich podłoże jest często psychosomatyczne i tu właśnie pełna współpraca między lekarzem, opiekunem i behawiorystą jest kluczem do sukcesu.

Ponoć koty doskonale potrafią ukrywać ból – na co opiekun powinien zwrócić uwagę, aby w porę zareagować? Na pewno konieczne są cykliczne wizyty kontrolne u weterynarzy, ale czy można zrobić coś jeszcze?

O tak, koty to mistrzowie w ukrywaniu bólu i rozwijającej się latami podstępnej choroby, jaką jest m.in. przewlekła niewydolność nerek. W tym przypadku badania profilaktyczne są absolutnie niezbędne. Jednak to, co powinno zaniepokoić opiekuna niezależnie od sytuacji, to zmiana zachowania i nawyków kociego przyjaciela. Każdy zna swojego kota i wie, czy to klasyczny pieszczoch, czy raczej pan niedotykalski. Jeśli nagle nastąpi zmiana zachowania i towarzyski kot zacznie unikać kontaktu, a ten niedostępny go szukać to, jak mówi klasyk, wiedz, że coś się dzieje. Nie ma co zwlekać i po krótkiej obserwacji warto udać się do lekarza. Za czymś takim najczęściej kryje się źródło poważnej choroby. Podobnie jest z jedzeniem. Gdy nasz kot przestaje jeść, nie ma co liczyć na cud – na to, że zje jak zgłodnieje. U kotów szybciej dochodzi do stłuszczenia wątroby niż u psów. Poza tym, przyczyną wcale nie musi być karma, ale np. niemożność jej zjedzenia przez chore, bolące zęby. Jeśli kot wymiotuje, jest osowiały, apatyczny, ma brzydką sierść, rzadziej się myje albo rzadziej korzysta z kuwety i zawodzi przy tym lub wyskakuje z niej nagle, bez elementu „kuwetowego obrządku” – kopania, kręcenia się w koło – to znak, że mamy do czynienia z jakimś procesem chorobowym i wizyta u weterynarza będzie koniecznością.

Jakie tak naprawdę są koty? Czy chodzą własnymi drogami i są samotnikami, a może wręcz przeciwnie?

Koty to… koty. Nie ma dwóch takich samych. Niektórzy mówią, że to kosmici. Inni, że każdy kot to tak naprawdę gatunek sam w sobie. Przez mój dom przewinęło się prawie pół tysiąca kotów. Nie było dwóch takich samych. One mają swoją unikalną osobowość, upodobania, rytuały. Jedne są bardziej towarzyskie, wręcz namolne i wiecznie przyklejone do człowieka –i tym biją psy na głowę, że są takie „spsiałe”, nie odstępują opiekuna na krok, biegną na gwizd, aportują. Inne bywają bardziej arystokratyczne i powściągliwe w okazywaniu uczuć, ale prawie każdemu wystarczy dać… karton, by wstąpił w niego prawdziwy kociak. To chyba ujmuje wszystkich kocich opiekunów – ta nieprzewidywalność i nieoczywistość charakteru. Tajemniczość, piękno, gracja, a jednocześnie całkowite tego zaprzeczenie w postaci najzabawniejszych wyrazów pyszczka i akrobatycznych pozycji kompletnie pozbawionych wdzięku oraz klasy.

Jak zachęciłaby Pani do adopcji kotów?

Koty to obecnie najpopularniejsze zwierzęta towarzyszące. Wybierane są ze względu na pozorną łatwość opieki nad nimi. Nic bardziej mylnego. To wymagające osobniki, więc decyzja o adopcji powinna być przemyślana, obliczona na wiele wspólnych lat razem – w tym wakacji, ferii – i obfitująca w gotowość przeżycia najwspanialszej,  wyjątkowej przygody życia. Koty to istoty, z którymi można nawiązać głębokie, prawdziwe relacje. Uczą poszanowania granic, liczenia się z odmową i jednocześnie rozczulają swoją „kotowatością”. Nawet najzagorzalszy przeciwnik kotów mięknie, gdy sam staje się opiekunem tego stworzenia. One mają w sobie to „coś”. Może to magia, a może – wbrew naszym umiejętnościom odczytania tego w drugą stronę – doskonała znajomość ludzkiej natury? Osobiście, bez kotów nie wyobrażam sobie nie tylko życia, ale przede wszystkim szczęścia.

Zarządzaj plikami cookies