Pomiń linki nawigacyjne i przejdź do treści strony
KRS:
0000338389
Czcionka:
Kontrast:
Logowanie do subkonta
KRS:
0000338389
Czcionka:
Kontrast:

12549 Warmuz Anna

Cel

Cześć! Mam na imię Anna.

Od 2021 roku zmagam się z chorobą nowotworową, a mianowicie ze złośliwym nowotworem płaskonabłonkowym jelita. Nauczyłam się żyć z chorobą i pomimo związanych z nią przeciwności losu, zawsze staram się być zadowolona i aktywna w życiu zawodowym oraz prywatnym.

Może od początku. Poważne problemy zaczęły się bardzo niewinnie, na początku 2021 roku; lekkie krwawienia z jelit, wizyta u lekarza, okazuje się, że zwykły polip do wycięcia, ale za duży, by wycinać na miejscu, lekarz kieruje do szpitala w Zawierciu. Pozornie tylko niegroźny polip do usunięcia, czekał na termin w szpitalu. Niestety wtedy wybuchła też pandemia Covid-19, przez co zaplanowane leczenie mocno się opóźniło, czas mijał, a szpital nie przyjmował. Przekładanie kolejnych terminów znacznie odbiło się na moim stanie zdrowia, a w rezultacie dalszych zdarzeń doprowadziło do mojego kalectwa. Finalnie przyjęta zostałam dopiero na początku 2022 roku. 

W lutym 2022 roku, badanie histopatologiczne wykazało komórki nowotworowe płaskonabłonkowe. Szybka diagnoza, założenie karty DILO, badania i konsylium. Nie wiedziałam, co mnie czeka, byłam załamana. Lekarze mówili o 95% szans na wyleczenie radio i chemioterapią w Dąbrowie Górniczej, „dziewczyna w tak młodym wieku na pewno szybko sobie z tym poradzi” – miałam wtedy 35 lat. To były moje pierwsze spotkania ze szpitalami oraz z ludźmi chorymi na nowotwory. Pamiętam, jak trafiłam na leczenie 1.03.2022 roku do Szpitala w Dąbrowie Górniczej. Dowiedziałam się wtedy od swojej pani onkolog, że jeśli podejmę się naświetlań, zostanę bezpłodna, przekazała mi jakie są opcje. Wtedy podjęłam szybką decyzję o ratowaniu moich jajników oraz mrożeniu jajeczek, wykonano więc transpozycję jajników oraz wcześniej biopsję jajeczek. Następnie wylądowałam w szpitalu na pierwszym tygodniu naświetlań (30 dni łącznie) oraz chemii (od poniedziałku do piątku po 22 godz. wlew), byłam przerażona tym widokiem, bałam się strasznie. Było mi źle i czułam się bardzo samotna, jednak z biegiem czasu nauczyłam się z tym jakoś żyć i radzić sobie. Kiedy wyszłam ze szpitala, jeździłam sama na naświetlania, chodziłam w międzyczasie na jogę i inne zajęcia. Zajmowałam sobie czas, by nie myśleć lub myśleć tylko o tym, że za chwilę będę zdrowa. Czas mijał, a leczenie zakończyło się, oparzeniami w okolicy krocza oraz różnymi stanami zapalnymi, a także nietolerancją na mnóstwo produktów, wysypkami oraz świądem. Ale wytrwałam, był koniec maja i byłam z siebie bardzo dumna. Z biegiem czasu wracałam do formy i cieszyłam się, że już wszystko za mną i że wszystko wraca do normy. Czekałam na wrzesień, kiedy to miały się potwierdzić wyniki rezonansu. Okazało się, że wszystko się cofa, byłam zachwycona! Człowiek żył już pełnią życia, pojechał na wakacje, wrócił do pracy i „witał się z gąską”. Żył swoim życiem, wreszcie!

W listopadzie postanowiłam zająć się sobą i swoją profilaktyką. Stwierdziłam, że dobrze byłoby się sobą lepiej zaopiekować i nie pozwolić, by cokolwiek równie strasznego mi się jeszcze przytrafiło. Poszłam więc do lekarza, niestety nie wszystko poszło po mojej myśli. Pani doktor wyczuła guzki, zabrała mnie do szpitala, pobrała guzki i znowu czekałam na wyniki. Niestety potwierdził się rak płaskonabłonkowy, znowu! Byłam załamana! Poszłam do swojego radiologa z tym wynikiem w grudniu 2022, zalecił rezonans i tomograf, przed świętami zadzwonił, że mam się nie martwić i że jest regresja, że będzie dobrze. Jednak zalecił kolonoskopię dla potwierdzenia oraz kolejny rezonans w lutym. Kolonoskopia niestety potwierdziła komórki nowotworowe. Rezonans potwierdził wznowę. Konieczne było leczenie chirurgiczne, usunięcie odbytnicy oraz założenie kolostomii końcowej. Szukałam specjalistów w całej Polsce, niestety nikt nie miał dla mnie innego rozwiązania, które byłoby mniej brutalne dla młodej kobiety. Podjęłam decyzję o leczeniu na oddziale przewodu pokarmowego w Katowicach i tam w czerwcu wykonano operację.  Wszystko odbyło się sprawnie, tak że w ciągu dwóch dni byłam w stanie wstać, a nawet siedzieć i chodzić, szybko się regenerowałam. Niestety chirurg stwierdził, że coś nie podobało mu się na macicy, więc czekaliśmy na kolejne wycinki, kolejne badania. Pomału wracałam do zdrowia, mając nadzieję, że to już jednak koniec.

Upływający czas działał na moją niekorzyść, w lipcu pojawił się wynik, mówiący o tym, że coś jeszcze zostało z komórek nowotworowych. Miałam zostać przyjęta we wrześniu na operację usunięcie macicy oraz kawałka pochwy. Jednak został usunięty wycinek z pęcherza oraz węzeł chłonny, a profesor chciał jeszcze ratować moją macice i pobrał kolejne wycinki z okolicy pochwy i macicy. Znowu czekałam na wyniki, okazało się, że wycinek na pęcherzu był nowotworowy, Węzeł chłonny – nie. Wycinki z macicy nie pokazały nic. Ale wcześniejsze wyniki nie były korzystne, więc zdecydowano o kolejnym badaniu PET oraz kolejnym konsylium po wynikach. Więc czekałam z nadzieją, że będzie dobrze, że choroba w końcu się ode mnie odczepi. Jednak przyszedł wynik i znowu było kiepsko. Konsylium podjęło decyzję o usunięciu macicy i kawałka pochwy, fragmentu pęcherza oraz fragmentów, które się zaświeciły po odbytnicy. Czekam więc znowu na operację z nadzieją, że to już koniec, że w końcu będę zdrowa już tak w pełni.

Żyję na oparach, z nadzieją na dobre wieści po kolejnych badaniach i kolejnych operacjach. Pracuję nad sobą u fizjoterapeuty, ponieważ zakres ruchowy jest ubogi, prowadzi mnie również psycholog, dietetyczka oraz wielu innych specjalistów. Koszty wizyt, terapii, suplementacji oraz odpowiednich leków są bardzo duże, do tego dochodzą dojazdy do specjalistów oraz przyrządy rehabilitacyjne. Moja choroba zmieniła znacząco życie moje oraz moich bliskich, zarówno pod względem mentalnym jak i finansowym.

Jeżeli wyniki będą już wreszcie dobre, to przede mną i tak bardzo długie leczenie i rehabilitacja, ale wierzę, że przy wsparciu dobrych ludzi, mam szansę na powrót do aktywnego życia.

Będę wdzięczna za wszelką pomoc w mojej walce o większą sprawność i lepszą przyszłość.

Z góry dziękuję za każdą wpłatę! 

Ania

Data ostatniej aktualizacji opisu: 31 października 2023

Przekaż darowiznę

Wpłaty prosimy kierować na konto:
Fundacja Sedeka

Alior Bank SA, nr rachunku:
93 2490 0005 0000 4600 7287 1845

Tytułem: 12549 Warmuz Anna

Fundacja nie pobiera prowizji od wpłat darczyńców ani żadnych opłat za prowadzenie subkonta.

Przekaż 1,5% podatku

W formularzu PIT wpisz numer:
KRS 0000338389

W rubryce „Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1,5%” podaj:
12549 Warmuz Anna

Szanowni Darczyńcy, prosimy o zaznaczenie w zeznaniu podatkowym pola „Wyrażam zgodę”.

Zarządzaj plikami cookies